środa, 23 listopada 2011

Once upon the time...

Wesele po indonezyjsku. Zaproszenie zdobyte dzięki znajomościom. Obyło się bez pana z wąsami i akordeonem, nawet nie było rzutu welonem i devolajów. Przywitano nas ryżem i makaronem. To co tam się działo, pewnie nie prędko będę miała okazję zobaczyć ponownie. Był wspomniany ryż i makaron, było obrzezanie, tańce wygibańce i zabijana krowa i ryż z krową, były bębny, dzieci biegające na bosaka i był tort(?!). Też chcę mieć takie wesele.

Przyniesiono nam ryż i makaron, który mieszkańcy jedzą codziennie, ja prawie też


Zaprosiła nas ta para (na zdjęciu też Ania i współlokator z Rumuni - Dragosch)

Usłyszeliśmy bębny, okazało się, że coś będzie się dziać. Był to taniec, ale tuż obok...


Przygotowywano się do obrzezania. Obrzezań było w tym dniu kilka, podobno robią to co pewien czas, w czasie ważnej uroczystości (ślub). Było strasznie gorąco, obok nawalali w bębny i talerze, na stole leżał chłopiec, z pomalowana twarzą, a "lekarz" przygotowywał się do roboty




Wytrwałam do kulminacyjnego momentu, ale zaraz potem zrobiło mi się ciemno przed oczami i musiałam przysiąść, kolejnych obrzezań oglądać już nie chciałam. Ten chłopiec po wszystkim chodził niczego sobie nago po wiosce, siadał z tym krwawiącym penisem na ziemi. Miliony zarazków, mogło się w ten sposób tam dostać... jaka jest tajemnica Indonezyjczyków, że pomimo tak niehigienicznych warunków, wydają się wszyscy zdrowi? Chili. Ruski piją wódkę, oni jedzą chili.



Kuchnia

A tutaj toaleta. Zajebista! Po wszystkim trzeba podmyć się lewą! ręką wodą z baniaczka.

Najwygodniejsza spódnica świata - sarum! Te pożyczyłam od kobiety z pierwszego zdjęcia. Kupię takie do Polski i będę w nim siadać w najwymyślniejszych pozycjach.

Powiedzieli, że ma 125 lat, naprawdę? I jest najstarsza mieszkanką wioski - no to chyba widać. To co ma w buzi, to nie wylewająca się próchnica, a jakaś gumowa, bliżej mi nie znana substancja, którą wszyscy żuli. Powodowała ona, że ich zęby wyglądały, jakby krwawiły.


Rodzaj tortu, stworzony z wafli ryżowych, patyków i bananów. Ustawiany był w czasie obrzezania, na koniec dzieci mogły caaaały zjeść

Te dziewczyny nieźle ruszały pupciami. Ja i Barbora z Słowacji, też tak zrobiłyśmy

Z Kasią i Barborą zatrzymałyśmy się w innej miejscowości. Nie ma to jak budzić się w pokoju z widokiem na wulkan (po prawej). Przyjechałyśmy tutaj zostawić swoje plecaki i wziąć mandi (jest to kąpiel, która polega na polewaniu się wodą za pomocą nabieraka. Woda jest napuszczana do kwadratowej wanienki około 50cm na 50cm, wysokość około 1m - standard w Indonezji)

Dziewczyny poszły spać, a ja pojechałam zobaczyć pobliski wodospad


Śledził mnie "przewodnik", czyli ktoś kto się ciebie uczepi i odgrywa rolę "przewodnika", który potem chce pieniądze, za to, że przeszedł z tobą drogę, którą dziecko mogłoby przejść. Próbowałam go zgubić, znudzić, ale się nie udało. W końcu do mnie zagadał, i zapytał się czy chcę zobaczyć coś jeszcze. Zgodziłam się, no i tak doszliśmy do tunelu pod górą, w którym płynęła woda z wodospadu

Zaproponował, żeby wejść do tunelu jedną z dziur

W pewnym momencie, zrobiło się ciemno, to było najciemniejsze ciemno, zrobiłam zdjęcie z lampą.. no i zobaczyłam, tego wampira, który tam wisiał. Potem tunel zaczął się zwężać i obniżać i nawet mogłam poczuć wampirki jak przesuwają mi się po włosach. Chyba każdy ma taką schizę, że nietoperz wplątuje się w włosy, szarpie się, piszczy, a tobie leje się krew po oczach. Więc rozwiewam wszelkie obawy - NIE ISTNIEJĄ SZARPIĄCE SIĘ WE WŁOSACH NIETOPERZE!

Już nareszcie, na zewnątrz - wulkan Rinjani

No i powrót do wioski



Kolacyjka




Poczęstowano nas ryżem i wołowiną, z krowy, która była krótko przed ugotowaniem zabita (nie, nie jedliśmy żywej). Wołowina pływała w kokosowo-chili sosie. Pycha! Myślałam, że będzie obrzydliwe i w ogóle, ale było naprawdę pyszne


A wieczorem była impreza. Muzyka, rytualne obmycie wodą młodej pary

Tutaj starsi mężczyźni, których synowie zostali już obrzezani, dają rady młodemu panu


Zastanawiam się po co im te długie paznokcie... wszyscy je mają!

O 20.00 wszystko się skończyło, a my pojechałyśmy do naszego pokoju, napić się piwa na tarasie i powalczyć z karaluchami

7 komentarzy:

  1. Cytro, to zdjęcie wodospadu jest przecudowne, po prostu piękne!!
    szacun za to jak wytrzymujesz tamte warunki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Holly Fuck! Obrzezanie. OMG! and oh Jesus!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma Boga w tej wiosce

    OdpowiedzUsuń
  4. proszę o podpisanie się pod komentarzem

    OdpowiedzUsuń
  5. Did Someone Say That God does not exist? How would the world look like without the great love? God is love! Let us rejoice all around the world. God is everywhere and loves all people like his son Jesus and all parties in the kingdom of heaven. Christianity is strong alleluia! say we all! Let everyone hear, Alleluia! let the world become a better Alleluia! odmienimy together this world ...!!!Daf

    OdpowiedzUsuń
  6. google translate? there is one polish word which google didn't translate...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bóg jest wszędzie,niezależnie od miejsca i czasu,jest również w tej wiosce.Są na świecie różne religie,które postrzegają Boga na swój sposób,mówią że to oni mają rację a my staramy się wszystko ' zaszufladkować '.Tłumiony jest indywidualizm,odmienność a to najkrótsza droga do ksenofobii i nacjonalizmu. 'Paweł'

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...