sobota, 28 czerwca 2014

On The Top Of The Clipper Street

A dzisiaj są z kolei imieniny mojego taty:) Wszystkiego najlepszego!

Tydzień temu urodził się synek moich przyjaciół, których nie zobaczę jeszcze pewnie przez długi czas. Tęsknota i omijane mnie ważne chwile, są tą najgorszą częścią emigracji na drugi koniec świata. Przy okazji pozdrowienia dla Błaszczyków z Poznania!

Jest taka ulica w SF, w sumie niedaleko od mojego domu, która pozwala na w miarę szybki dojazd do centrum miasta. Droga jest jednak tak stroma, że rowerem, można sobie na to pozwolic raz w miesiącu. Wjechałam dzisiaj na górę, żeby zrobić zdjęcie niesamowitego widoku na centrum miasta (w rzeczywistości jest o wiele lepszy), nie zjechałam na dół na drugą stronę, bo chyba nie miałabym siły, aby wrócic z powrotem.


piątek, 27 czerwca 2014

Vapor

Na dzisiejszy lunch w pracy kupiłam kanapkę, z wietnamskiego baru, tuż obok mojego domu. Wejście do środka zapawiadało dwie rzeczy:

1. Przepyszną, tanią ($3.85) kanapkę Banh Mi, taką, że można poczuc się jak na gap year w Wietnamie, jedząc uliczne żarcie z budek na kułkach, siedząc na swoim skuterku.

lub

2. Totalna katastrofę, tanią wersję Banh Mi z Bi-Rite ($10).

Bo, gdy się tam weszło, to przywitał mnie mały, miły Pan, mała galaretkowata słodkośc na ladzie, słodkie kubeczki z Bubble Tea, kilka chipsów na półce i mizerna lista z daniami. Nad ladą latały sobie muszki, a z tyłu był sobie zlewozmywak, a pod nim wszelkie dostępne na rynku detergenty. No to prawie jak w Azji. I problemy żołądkowe też były potem jak w Azji.

W Sunset budzę się co rano i za oknem widzę mgłę. Tak nisko się unosi, że moja głowa spokojnie do niej sięga. Lubię chodzic wtedy po spokojnych ulicach, wspinac się na wzgórza i patrzec jak najdalej się da.


sobota, 21 czerwca 2014

Purple

Nie wiem jak winnych krajach europejskich, ale tutaj w Stanach, w sklepach, co chwilę wypatruje nowe dla mnie rzeczy. Amerykanie to bardzo chrupiący naród. Ich krakersy, chipsy, dipy są bardzo różnorodne i zrobione z każdego możliwego warzywa lub owocu. My ostatnio zajadamy się chipsami tortillowymi, zrobionymi z fioletowej kukurydzy. Takiej kukurydzy nie produkuje się w Europie, ale myślę, że osiągnęłaby duży sukces. W smaku nie różnią się niczym od normalnych chipsów. Dzisiaj wypatrzyłam chrupki z cieciorki i z soczewicy (miałam trochę problemu z przypomnieniem sobie polskiego słowa).

Najbardziej podoba mi się to, że można kupic bardzo tanio te produkty, które w Polsce są drogie, za to te produkty popularne w Polsce, są tutaj dosyc drogie. Kupuję dużo słodkich ziemniaków, które najlepiej smakują usmażone w piekarniku jak frytki, z oliwą z oliwek, solą i rozmarynem. Wszystkie produkty azjatyckie, we wspomnianym przeze mnie chińskim supermarkecie, są bardzo tanie, za to np. za zwykłego ogórka zielonego zapłacę już 3 dolary!

Po całym tygodniu pedałowania, czuję się zmęczona, ale nie wyczerpana. Dlatego dzisiaj (w sobotę), mam zamiar zrobic kilka kilometrów na rowerze i przy okazji pozwiedzac te części San Francisco, w których jeszcze nie byłam.

Okazało się, że z powrotem jestem porannym biegaczem, dlatego ostatnie dwa razy biegałam rano o 8.00. Raz 8.2 km, za drugim razem 5.0 km.

Dzisiaj jest najkrótsza noc w całym roku i imieniny mojej mamy. Wszystkiego najlepszego! :*

Z mamą na rowerach, kilka dni przed moim wyjazdem do Stanów

środa, 18 czerwca 2014

Bicycling

Jest wiosna i zbliża się lato. Wszyscy wyciągają zakurzone rowery. Ja jeżdżę na rowerze przez cały rok. Czy zima i mróz, czy lato i żar z nieba. Nie ma znaczenia, dopóki nie wieje. Niestety SF, to dosyć wietrzne miasto. Piękne domy, ulice, wzgórza, na zdjęciach nie widać jednak tego zimnego, oceanicznego wiatru.

Nie powstrzymuje mnie to jednak, przed jazdą do pracy na rowerze. Trasę mam nie byle jaką, bo przez Golden Gate Park, niedaleko pięknego parku Duboce i ulicę Market, na której jest szybko i cały tabun rowerów, samochodów, autobusów (zwłaszcza o poranku!).


Kilka plusów w dojeżdżaniu do pracy rowerem:

+ najprzyjemniejsza pora na rower, dla mnie, to poranek. Powietrze jest rześkie i miło jest oglądać jak otwierają się kawiarnie, sklepy...

+ nie trzeba cisnąc się w metrze, autobusie. W tych środkach transportu w SF czuję się czasami jak w kolejce górskiej.

+ w pracy, głównie siedzę przez kilka godzin, wpatrzona w komputer, dlatego ta jazda rowerem jest dla mnie dobrym ćwiczeniem kondycji i po prostu rozruszaniem ciała, żeby zachować równowagę

+ czasami rowerem jest po prostu szybciej. Nie trzeba się przesiadać, martwic, że coś nie przyjechało

+ rower jest za darmo

+ fajnie się wygląda na rowerze

Jest też kilka minusów...

- jeśli droga do pracy jest bardzo długa, to, zwłaszcza droga powrotna, gdy jesteśmy zmęczeni, może być wyczerpująca i na nic nie będziemy mieć już siły w domu

- jak jest gorąco i duszno i jedzie się w pełnym słońcu, to pod koniec można wyglądać jak mokry pies

- nie każde ubrania nadają się na rower. Nie widziałam jeszcze nikogo w garsonce albo ciasnej spódnicy, dlatego czasami trzeba wziąć buty na zmianę, spodnie itd.

Do miejsca mojego stażu mam 12,6 km w jedną stronę co daje mi 25,2 km w obie. Jeżdżę tam 4 razy w tygodniu, więc wychodzi mi, że robię na tej trasie 100,8 km. Dodatkowo, w pozostałe dni również wsiadam na rower. Myślę, że w ciągu jednego tygodnia przejeżdżam około 150 km.

Mam kilka rzeczy, bez których nie wsiądę na rower: butelka z wodą, czapka z daszkiem (ale muszę kupić w końcu kask), rękawiczki bez palców (bardzo szybko się opalam i one po prostu chronią moje dłonie).

Dodatkowo, czasami zabieram buty na zmianę, ponieważ po tych wzgórzach lepiej nie jeździć w sandałach, albo baletkach. Zamiast torebki, mam plecak, który jest właściwie workiem na buty. Kupiłam go dawno temu w lumpeksie za 2 złote. Okazał się być najwytrzymalszym plecakiem na świecie i jest niezwykle wygodny.


A tutaj zdjęcia najkrętszej drogi na świecie czyli Lombard Street oraz widok ze wzgórza Nob Hill.



A na koniec "ants on a log" czyli seler naciowy z masłem orzechowym i rodzynkami:)

niedziela, 15 czerwca 2014

Whitechapel

Jestem nocnym biegaczem. Zazwyczaj nie lubię biegac rano, ponieważ wtedy nie mam dużo energii. Dzisiaj jednak na dworze była moja ulubiona biegowa pogoda, czyli chłodno, z chmurami i lekkim wietrzykiem. Lubię biegac kiedy mgła schodzi nad ziemię i nie widac wzgórz, a powietrze jest rześkie i wilgotne.

Udało mi się przebiec 8km, co uważam, za niezły wynik jak na bieganie pod górkę:)

W Golden Gate Park w każdą niedzielę odbywają się ostatnio koncerty orkiestry symfonicznej. Co tydzień grają muzykę z innego kraju. Dzisiaj była muzyka ze Szkocji. Dopełnieniem koncertu są występy tańców tradycyjnych. Szkocka muzyka była bardzo skoczna i lekka. Koncerty są bezpłatne i wykonywane są w muszli koncertowej.

Po moim porannym biegu, było mi bardzo ciężko wjechac rowerem na wzgórze, do domu.

Po południe spędziliśmy smażąc pierwszy raz polentę i grając w grę planszową Letters From Whitechapel. To jest mój typ gier planszowych. Gra polega na złapaniu mordercy prostytutek zanim on dotrze do swojego domu:) Morderca zabija co rundę jedną albo dwie prostytutki i następnie stara się ominąc i zmylic policjantów rozstawionych po mieście. Czasami zostawia po sobie ślad, który policjanci muszą odkryc. Ja byłam policjantami i przegrałam niestety.


Houses

W SF jest tyle pięknych rezydencji, że nie sposób wybrac te naprawdę interesujące. Czasami cała ulica składa się z takich wysokich, kolorowych domów. Zauważyłam, że ulice te nie są takie same na całej swojej długości. Może to dlatego, że ciągną się przez całe miasto, bo potrafią zmienic swój charakter bo kilku przecznicach. Np. ulica z pięknymi domami i sklepami na poziomie chodnika przechodzą dalej do pełnej samochodów, szerokiej wielopasmówki.



czwartek, 12 czerwca 2014

Haight Street

Przez ostatnie dni byłam zajęta moim stażem. Odbywam staż w firmie zajmującą się szeroko pojętą ochroną środowiska i planowaniem przestrzennym. O stażu dowiedziałam się w internecie, wysłałam CV, list motywacyjny i zaproszono mnie na rozmowę. Potem dostałam informację, że mnie przyjęli. Zastanawiam się jakie szanse dostania się na taki staż miałabym w Polsce.

Pracuję nad korektą map na zamówienie jednego z miast.

W weekend w SF dzieje się bardzo dużo. Najczęściej mam ochotę wybrac się na wszystko, ale potem odzywa się moje lenistwo i nie idę nigdzie.

Ostatnio jednak pojechaliśmy na uliczny festiwal. Bardzo hippisowska, hipsterska i jedyna w swoim rodzaju ulica Haight została zamknięta (jej odcinek) na pieszych. Można było zostawic swój rower na darmowym parkingu i przejśc się pomiędzy straganami.

Ja na obiad zjadłam ogromnego hot-doga z polish sausage. Z reguły nie lubię hot-dogów, ale ten był najlepszym jaki jadłam. Z grillowana kiełbaską, papryką, cebulką, na to ketchup, musztarda i ogórek kiszony.


niedziela, 8 czerwca 2014

Stairs

Uwielbiam ciasteczka. Zwłaszcza te ze sklepu w Sędzinach, które moi rodzice kupują w każdą niedzielę po kościele. Ciastka na wagę, za każdym razem inne. Niektóre okrągłe posypane cukrem, a niektóre z różnymi musami albo wypełnione galaretkę. Najlepsze ciastka do niedzielnej kawy, przed obiadem.

Tutaj takich ciastek nie ma.

Zaraz po śniadaniu, do kawy zrobiłam sobie owsiane ciasteczka. Częśc zjadłam popijając szklanką z mlekiem.


sobota, 7 czerwca 2014

Roof Top

Wróciłam do swojej rutyny. Wstaję rano i szykuje się w drogę na mój staż. Wreszcie jestem codziennie w centrum San Francisco i mogę pochodzic sobie po tych słynnych ulicach, które każdy chce zoabczyc. Jest tłoczno, gorącą. Wszystko jest jak w filmach. Kubek kawy, lunch, obcasy, garnitury, rowerzyści, turyści w autobusie, trąbienie samochodów. Na zielonym świetle wszyscy mijamy się szybko o zaledwie kilka milimetrów.

W metrze. Zawsze jest ścisk. Wszyscy zaplanowali wyściąśc dokładnie na tym samym przystanku co ja, więc szanse na trochę luzu są mizerne. Lubię ten głos na przystankach, zapowiadający kolejki. Przypomina mi się pierwsza wizyta w San Francisco 4 lata temu. Chodzę teraz tymi samymi ulicami, ale pierwsze wrażenie było jednak najsilniejsze. Teraz, to wszystko jest już normalne.

Na rowerze. Pojechałam do pracy rowerem. Na Sunset było chłodno i mgliście, w centrum środek lata. Można wizualnie i fizycznie odczuc różnicę zmiany klimatu. Jedziesz i momentalnie, za jednym wzniesieniem, wszystko się zmienia. Lubię tą mglistą pogodę i wilgotne powietrze nad oceanem.

Chodzę teraz na lunch:) Ostatnio razem z kilkoma osobami poszliśmy na dach pobliskiego hotelu. Tam były stoliki i kwiatki i całkiem miły widok na downtown.


wtorek, 3 czerwca 2014

ESL

Dzisiaj napiszę kilka słów o nauce języka angielskiego. Od kilku lat stosuję pewną metodę, która okazała się najlepsza z wszystkich, które miałam okazję wypróbowac.

Po pierwsze uważam, że jeśli nie mieszka się kilka lat w danym kraju i nie jest się zmuszonym mówic tylko w obcym języku, nie jest możliwością od tak sobie nauczenie się języka. Wszystko trzeba dosłownie wbic sobie do głowy. Jeśli nauczymy się kilku tysięcy słówek i podstaw gramatyki, to reszta będzie powoli do nas docierac. Jednak zawsze, trzeba zrobic ten wysiłek, usiąść i po prostu wkuwac:)

Moja metoda polega na wyszukwaniu zdań (z książki, z podręczników do TOEFL) i zapisywanie zdań z niezrozumiałym słowem lub wyrażeniem gramatycznym. Następnie podkreślam to słowo lub słowa, a na marginesie zapisuję po polsku słowa kluczowe, które pomogą mi w przypomnieniu sobie zdania. Potem staram się zapamiętac całe zdanie i powtarzac je codziennie, przez kilka dni. Taka metoda pozwala mi na to, że zapamiętam te słówka na zawsze i nie będę miała problemu z przypomnieniem ich sobie, gdy będę musiała ich użyc w innym zdaniu. Fiszki, spisywanie listy słów w notesiku jest moim zdaniem bezsensowne, ponieważ, te słówka nie używane i nie powtarzane po prostu zginą. Zauważyłam po sobie, że wciąż pamiętam całe zdania z niezrozumiałym słówkiem nawet po kilku tygodniach i miesiącach.

Słuchanie i mówienie można cwiczyc z podcastów. Ja najbardziej lubię te z tej strony
http://www.eslpod.com/website/index_new.html

Wróciłam do używania słownika w postaci książki. Używałam internetowego translatora, ale za każdym razem, gdy sprawdzałam znaczenie jakiegoś słowa, odwiedzałam po drodze facebooka, sprawdzałam e-mail lub też błądziłam po różnych głupich stronach. Bez internetu jest najłatwiej nauczyc się czegokolwiek:)

Co do mojego życia w SF, to rozpoczęłam mój staż w firmie zajmującej się tworzeniem map. Napiszę coś więcej gdy się tam rozkręcę i zechcą mnie zostawic:) Tymczasem wrzucam zdjęcie z widokiem jaki mam z mojego biurka.


niedziela, 1 czerwca 2014

Fog

Mgła unosi się po naszej stronie od kilku dni. Po drugiej stronie wzgórz na pewno świeci słońce teraz. Jeśli wjedzie się na wzgórze obok Twin Peaks, to można nawet zauważyć tę linię, tej zmiany. Jest to droga na skróty, żeby dostać się do Mission. Dzielnicy z ładnymi domkami, małymi kawiarenkami i uroczymi pieskami przywiązanymi do hydrantów.

Wjechałam na górę i zobaczyłam przepiękny widok na centrum San Francisco.

Jazda rowerem, to moja najulubieńsza aktywnośc. Lubię też biegac, cwiczyc z Chodakowską, uprawiac jogę. Nie nadaję się do fitnessu, tańców i innych cwiczeń, które wymagają koordynacji, synchronizacji i zapamiętania ruchów. O zumbie nawet nie myślę. Kiedyś w gimnazjum, chodziłam na kółko taneczne, do czasu, aż Pani nauczycielka mnie nie wybrała na przegląd grup tanecznych. Popłakałam się i było mi przykro, ale w sumie to teraz rozumiem jej decyzję. Nie mam po prostu do tego zdolności, nogi plączą się pode mną, gubię się i robię wszystko niedokładnie.

Rower, to indywidualność.

Na rowerze jeżdżę od kiedy pamiętam. Kiedyś rowerem jeździłam do szkoły, do koleżanek, do kościoła, na majowe pod krzyż, w odwiedziny do babci. Gdziekolwiek się przeprowadzam, pierwszą rzeczą jaką chcę tam kupic, jest rower. Jeśli myślę o tym co chciałabym dostac w prezencie, byłyby to rowerowe akcesoria. Nie ma dnia, w którym nie jeździłabym na rowerze. W San Francisco nie jest łatwo rowerzystom, czasami ogromne wzniesienie, zmusza do zejścia z roweru, dlatego strasznie tęsknię za płaską Polską.

A każdy dzień oprócz przejażdżki rowerem lubię zacząc dobrym śniadaniem i kawą.

Śniadanie jest moim ulubionym posiłkiem w ciągu dnia.

Mam kilka moich ulubionych dań. Mogą to byc pancakes z podsmażonymi jabłkami, cynamonem i miodem. Kolejne to hash browns (popularne tutaj ziemniaki starte ta tarce), zasmażone i polane miodem, do tego jajecznica. Jeszcze inne to owsianka z jakimikolwiek owocami. Ostatnio zrobiłam owsiankę, dodałam pokrojonego banana, 3 truskawki rozgniecione z mlekiem, posypałam wszystko cynamonem i polałam miodem.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...