poniedziałek, 29 września 2014

Stairway Walks in San Francisco

Kupiłam w księgarni Green Apple książkę o trasach po schodach w San Francisco. Kilka tras znajduje się w dzielnicy, w której mieszkam, Sunset.

Kiedyś cały ten obszar był pokryty przez wydmy. Golden Gate Park został ustanowiony w 1870 roku i to on był początkiem rozbudowy Sunset. Wybudowany drogę szybkiego ruchu tuż nad oceanem, a niedawno dodano ścieżkę rowerowo-pieszą. Masowa rozbudowa rozpoczęła sę w 1920 roku, a w 1930 roku ceny za dom wynosiły 5000$ (obecnie to okoła miliona).

Sunset ma bardzo zróznicowaną populację, zamieszkują tu głównie imigranci z lat 40-tych, którzy są właścicielami domów, lub ich dzieci odziedziczyły je po nich. 45% to Azjaci, 47% biali, 2% czarni i 6% to Latynosi.

Sunset oddzielone jest od centrum miasta poprzez Golden Gate Haights (Wniesienia Złotej Bramy).Chodzenie po wzgórzach przypomina błądzenie w labiryncie, ale miałam na szczęście ze sobą mój przewodnik. Wchodząc na jedne schody, trzeba się rozejrzec dookoła, bo gdzieś na pewno są ukryte inne.

Zaczęłam swoją wycieczkę od Schodów prowadzących na ulicę Quintara i 14th Ave, gdzie miałam świetny widok na ocean.


sobota, 27 września 2014

Biking on The Streets

Jak się człowiek śpieszy, a jeszcze jak sobie zaplanuje, że jak wróci do domu do wypije sobie kawę w spokoju i zje pączka do tego (a co!), to musi się coś wydarzyc, co nie dośc, że zepsuje ten precyzyjny plan, ale jeszcze dodatkowo, człowieka dobije, przygniecie i zepsuje mu humor do reszty. Nie lubię godzin od 11.00 do 15.00, nie wiem dlaczego, może wychodzi to do ogólnego nielubienia słońca, za bardzo, kiedy to promienie padają prosto na czubek głowy, pragnienie doskwiera, a wokół rozpędzone samochody potęgujące ból głowy.

A wszystkich tych negatywnych emocji dostarczyła mi przejażdżka autobusem po San Franciscowych ulicach, które do gładkich nie należą, a do prostych tym bardziej. Nie ma tu co prawda dziur wielkości 3 piłek do koszykówki, gdzie opona samochodowa może się całkowicie zmieścic, ale takie do piłki golfowej można już znaleźc rozsiane na pagórkowatych ulicach. Metro, które miało mnie dowieźc do mojego pączka i kawuni w 30 minut zostało zawieszone, z wyrokiem do niewiadomokiedy ruszymyznowu, więc została mi opcja autobusowa. Na szczęśnie nie była to godzina, kiedy bezdomni szaleńcy przemieszczaja się na swoich utartych, brudnych szlakach z centrum do Haight Street, więc udało mi się ulokowac wygodnie, choc nie obyło sie bez zapaszków. Cała podróż odbyłam w bezpiecznej odległości od ludzi wyglądających co najmniej dziwnie i żaden wariat, z potencjalnym nożem, albo opowieścią o swoich wymyślonych dyrdymałach nie usiadł koło mnie.

Mój aparat jest zepsuty więc robiłam zdjęcia mniejszym (małe zdjęcia) i tabletem (duże zdjęcia).
Kilka fotek z przejażdżki rowerowej po SF:


piątek, 19 września 2014

Walking On The Streets of San Francisco

Biuro, w którym mam staż znajduje się w centrum finansowym miasta. Wieżowce spoglądają na ulice z wysokości kilkunastu pięter. Czasami na próżno szukac promieni słońca na chodniku, a drzew tym bardziej. Biznesmeni mieszają się z bezdomnymi poukrywanymi w ciemnych uliczkach, a czasami bezpretensjonalnie wylegującymi się na chodnikach. Panie na szpileczkach (bez gryzących piesków)przemykają szybko z pudełkiem sałatki organicznej w ręce. Wydawac by się mogło, że przyroda, drzewa, kwiaty zostały przegonione stąd wraz z wybudowaniem pierwszych fundamentów pod wieżowiec, ale jeśli przejdzie się kawałek dalej, na północ, pod górę, można zabaczyc zupełnie inny świat. No może bez przesady, ale jest tam zielono i widoki na każdą stronę miasta.

Co najbardziej lubię w San Francisco, że z każdą ulicą przenosimy się jakby do innego kraju. Zaraz obok szybkiego centrum finansowego, jak tylko przekroczy się prób bramy na Grant Street, wschodzi się do chińskiej dzielnicy. Co prawda większośc sklepów jest otwarta specjalnie pod turystów, ale można znaleźc oryginalne miejsca i budynki.

wtorek, 16 września 2014

Iron Horse Trail

Trasa Iron Horse Regional Trail została utworzona w 1986 roku. W ciągu ostatnich kilku lat były dołączane kolejne fragmenty, by w końcu 19 sierpnia tego roku otwarto kolejną ważną częśc, pomiędzy dwoma miastami. My jednak nie zaczęliśmy od nowo wybudowanej części, a od stacji metra BART Dublin/Pleasanton do Concord. Pierwszy raz byłam po drugiej stornie zatoki i z tego co widziałam z okna metra, gdy wyjeżdżało na powierzchnię, zauważyłam, że teren ten, to głównie miasta, skoncentrowane na transporcie samochodowym i z niewielką przestrzenią publiczną. Nie było żywej duszy na chodnikach, które były miniaturowe. Tak inne są te miasta od tych znanych mi z Polski, czy Europy. Gdzie u nas centrum miasta jest stary rynek, kościół, tutaj centrum można nazwac największe skrzyżowanie, ze stacją benzynową. Wolę zostac więc po drugiej stronie zatoki.

Pokonaliśmy w sumie 39 kilometrów na tej ścieżce, plus 24 km do domu ze stacji metra. Teraz nie mogę nawet usiąśc na krześle.

Na samym początku trasa nie wydawała się dosyć ciekawa, ponieważ przebiega w pobliżu dróg szybkiego ruchu i w palącym słońcu, hałasie jechało się nieprzyjemnie. Na szczęści po kilkuset metrach trasa prowadziła przez teren w wystarczającej odległości, aby nie można było usłyszec samochodów. Najbardziej spodobało mi się, to że było płasko! Przypomniałam sobie jak to jest przyjemnie jechac rowerem, bez łomoczącego serca i bez naciągniętych mięśni w udach.

Iron Horse Trail prowadzi przez dwa "county" Alameda oraz Contra Costa. Najciekawszy odcinek dla mnie, był ten, prowadzący przez Danville, ponieważ jechało się wśród drzew. Moja północnoeuropejska uroda bardzo źle znosi kalifornijskie upały, więc bardzo cieszyłam się z każdego schronienia przed słońcem.


niedziela, 14 września 2014

Fort Mason

W jeden z wolnych dni, których ostatnio nie mam zbyt wiele wybrałam się na przejażdżkę rowerem po San Francisco.

Na początku pojechałam do ogrodu botanicznego, gdzie przed wejściem znajduje się mały sklepik z książkami oraz patio z kwiatami, które zostały zasadzone przez wolontariuszy. Na pewno wrócę , tam po którąś z roślinek.

Wyjazd z domu. Celem jest teren za parkiem (zieolny pas), ale pojechałam tam naokoło

środa, 3 września 2014

Redwoods

Długo nic nie pisałam, bo nie miałam za bardzo o czym. Z braku czasu, albo po prostu ze zmęczenia nie zwiedzam San Francisca, ani na rowerze, ani autobusem. Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni, ale ten tydzień znowu wyglądał tak, że dom będzie mi służył jedynie jako sypialnia.

Na szczęście Amerykanie mają też swoje święta i tak się złożyło, że miałam dwa dni z rzędu wolne. W niedzielę po pracy, po tym jak zmyłam z siebie cały kuchenny brud i zapach łososia z rąk, pojechaliśmy na północ do Mendocino county. Było gorąco, pogoda zmieniła się tuż za mostem, dlatego przezornie ubrałam szorty, a potem po każdym dłuższym postoju, jak miałam usiąść na rozgrzanej skórze to wisiałam tyłkiem w powietrzu.

Te dwa dni były super udane. Kilka rzeczy zrobiłam pierwszy raz w życiu. Numerem jeden było chodzenie po wyschniętym dnie jeziora, a numerem dwa było zjedzenie burgera w In and Out. Wybrałam burgera z sekretnego menu, czyli Double Double Animal Style.

W Kalifornii od około 5 miesięcy nie padało, możecie sobie więc wyobrazic jak sucho musi tutaj byc. Suchość czuć w powietrzu, w nozdrza wpada powietrze wypełnione zapachem umierającej, żółtej trawy. W południe temperatura przekracza 40 stopni Celsjusza, wieczory dają wydech, a poranki są najprzyjemniejszą częścią dnia. Spałam w dom w środku lasu z sekwojami (redwood trees). Budziłam się, a przez okno, które w nocy był otwarte, miałam drzewa zaledwie kilkadziesiąt centymetrów ode mnie.

Był długi spacer nad jezioro, z którego woda wyparowała jak z odkręconej butelki zostawionej za kilka tygodni. Droga powrotna do San Francisco prowadziła przez małe miasteczka z jeziorami, tartakami, albo przez całe kilometry łąk i wzgórz. A za każdym razem jak mijaliśmy na takich pustkowiach jakiś dom to mówiliśmy do siebie nawzajem "Wyobraź sobie mieszkac tu". Ja, że z natury, urodzona w szerokościach geograficznych, gdzie latem potrafię spiec sobie skórę na raka, a zimą przypominam córkę młynarza, nie wyobrażam sobie mieszkania w 40 stopniowym upale przez 8 miesięcy w roku.

Po drodze było kilka miasteczek, które w Polsce zasłużyłyby na miano nazwy wieś typu ulicówka. W Stanach nie ma wsi, są tylko miasta. Najmniejsze jakie mijaliśmy miało 60 mieszkańców.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...