wtorek, 20 stycznia 2015

Za Chlebem z Masłem

Tęsknie za wieloma rzeczami, jak smak świeżo upieczonego chleba z masłem, zapach dymu z komina w zimowe popołudnie, szorstkim dźwiękiem jaki wydaje oszroniona trawa w ogrodzie. Tęsknię za zachodami słońca, które widziałam z okien mojego pokoju, za drapaniem kotka w drzwi o 6 rano, za polami wokół domu i drzewem na końcu ścieżki. Tęsknię za szklankami z koszyczkami, za tradycją siedzenia przy stole, za podawaną kawą i plackiem z rabarbarem.

Poranki w San Francisco wyglądają jak świat przez zmrużone oczy. Leniwa mgła opuszcza ogrody, a zostają tylko trzęsące się krople wody. Wstaję ze wschodem słońca. Chcę myśleć, że taką ma naturę, ale to bardziej wynik braku rolet na oknach.

czwartek, 15 stycznia 2015

Moja Najpiękniejsza Droga Do Pracy

Kiedy byłam mała to myślałam, że zostanę prezes banku polskiego i mój podpis będzie na banknotach. Potem, gdy już dorosłam chciałam zostać podróżnikiem, ale co to za zawód być podróżnikiem. Potem miałam być przewodnikiem wycieczek, ale nie nauczyłam się na egzamin i jakoś po całym kursie przeszedł mi zapał.

Nauczycielski zapędy miałam tylko, gdy uczyłam młodszego brata. Organizowałam dla niego prawdziwe lekcje, mieliśmy język polski, matematykę, biologię, religię i wf. Najbardziej lubił przerwy oraz wf i zawsze ciężko mi było zaciągnąć go z powrotem do zeszytów. Nie pamiętam ile on miał wtedy lat, może 4 albo 5. W moim starym dzienniczku zapisywałam jego oceny i dawałam mamie do podpisania.

To jest już mój drugi dzień w nowej pracy. Zdążyłam złapać przeziębienie, stracic głos i nauczyć się BARDZO DUŻO jak postępować z dziećmi i przede wszystkim wydaje mi się, że w końcu coś mi się podoba. Pracuję w tak zwanej po polsku świetlicy dla dzieci. Chociaż nie siedzimy tam wyłącznie, a mamy dla dzieci różne tematy zabaw oraz odrabiamy z nimi zadania domowe.

Moja szkoła jest położona w bardzo pięknym miejscu. Jest tutaj bardzo wysoko i w niektórych miejscach można zobaczyć przepiękną panoramę miasta. W okolicy są małe sklepiki spożywcze, kwiaciarnia, pralnia i kawiarnie. Takie typowo filmowy obrazek.


wtorek, 6 stycznia 2015

Mój Pierwszy Komiks

Mówi się, że aby coś w życiu osiągnąć, trzeba wyjść poza swoja strefę komfortu. Co nie oznacza nic innego, jak zrobienie, czegoś co nie jest wpisane w codzienną rutynę. Coś, o czym na samą myśl, przeszywa nas dreszcz niepokoju, a realizacja tego wydaje się być tak odległa, jak droga stąd na Marsa.

W ostatnim roku, wyszłam ze swojej strefy komfortu przynajmniej kilkanaście razy i bardzo chętnie jednak, powróciłabym do niej, a najlepiej wprost na kanapę obok mojego kotka.

Zaczęłam nową pracę, a jak to bywa w nowej pracy, przychodzę tam za wcześnie, nikogo nie znam, ale staram się poznać i być miła dla wszystkich, co po całym dniu bywa bardzo męczące. Na szczęście, przynajmniej mówienie po angielsku cały dzień, nie jest dla mnie już wysiłkiem, przychodzi mi naturalnie. Odetchnieniem jest czytanie książek po polsku, dzięki czemu mój mózg odpoczywa przez jakiś czas i naprawdę czuję jakąś taka ulgę w środku, kiedy nie jestem zmuszona do tłumaczenia wszystkiego.

Dzisiaj napisałam test, który jest mi potrzebny do rozpoczęcia kursu nauczycielskiego. Najlepiej poszła mi część matematyczna, czytanie myślę, że było ok, natomiast obawiam się o napisane eseje, przy których zablokowałam się. Byc może to z powodu stresu, albo po prostu przeciążenia mózgu, po 3 godzinach intensywnego myślenia po angielsku. Mam nadzieję, że jednak zdam. Wtedy czeka na mnie jeszcze gorszy egzamin:)

Za namową J. zaczęłam czytać komiks SAGA i tak się wciągnęłam, że czytam już 3 tom. Bardzo podobają mi się rysunki. Tutaj kilka z moich ulubionych.


piątek, 2 stycznia 2015

Żeby To Ludzie Wbiegali Do Lodowatego Oceanu

Należę do stworzeń ciepłolubnych. Jestem jak kot, który lubi zasypiać przy płomieniach kominka, tak blisko, że aż policzki nabierają rumieńców. Zima jest piękna na zdjęciach i szybach, kiedy układa się w przepiękne kompozycje kwiatowe, których ludzka ręka nie jest wstanie skopiować. Zima jest piękna, gdy się jest dzieckiem, a przemarznięte stopy i palce u rąk, nic nie obchodzą, bo znakiem, że czas wracać do ciepłego domu jest znikające za horyzontem słońce.

W czasie ferii zimowych, z bratem, ubrani w grube, puchowe kurtki, które ograniczały zasięg rąk o połowę, z czapkami z pomponami wielkości naszych głów bawiliśmy się od rana do wieczora na podwórku. Ja chciałam naśladować mojego tatę, więc dodatkowo stopy, przed włożeniem w kalosze, zawijałam w znalezione szmatki, dzięki temu, skarpety miałam suche i ciepło w nogi:) Jeśli tata to czyta, to pewnie uśmiecha się teraz pod nosem.

Na dworze, ja lubiłam zrywać wielkie sople i ślizgać się na ślizgawce za domem w silosie. Albo robiliśmy jedną długą przez całe podwórko. Lepiliśmy bałwany, ja małego do postawienia na parapecie, mój brat 3 razy większego od siebie, który potem zostawał na podwórku ostatnim znakiem śniegu. Znalazłam gdzieś narty po wuju i jeździłam na nich dookoła podwórka. Od tamtych czasów, nigdy już nie miałam nart na nogach, a jedyne moje zdjęcie na nartach to zrobione na tle traktorów i obory:)Jak ktoś mnie teraz pyta, czy jeździłam kiedyś na nartach, to jestem w kropce, bo nie wiem czy tamto się liczyły.

Najlepszą frajdą był kulig, w niedziele po kościele. Sanki zaczepialiśmy na tył poloneza (w późniejszych latach golfa) i tata obwoził nas dookoła, a nawet jechaliśmy na dróżkę koło lasu, żeby przejechać kilka kilometrów i to na wielkich wybojach. Przewracanie się na sankach, było tak samo fajne jak jazda na nich.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...